Witajcie

Witajcie

niedziela, 13 stycznia 2013

ROZDZIAŁ19


                                                                       


                                                                         ROZDZIAŁ 19
                                                                                LIAM
Wracamy…. Dziś, wszyscy znowu się zobaczą. Po tych dwóch tygodniach przerwy, wrócimy do starego trybu życia: nauki, niespania po nocach i szalonych imprez, po których nieraz, nie można wstać z łóżka. Ja cieszę się na ten dzień chyba najbardziej ze wszystkich. Zobaczę Agę. Nie rozmawiałem z nią przez święta i bardzo tego żałuję. Pisałem trochę z Louisem i Niallem. Obydwaj siedzieli w domach - bez większych rewelacji. Do Harrego nie dało się dobić, nie odbierał telefonów. Święta spędziłem razem z mamą i siostrą. Na nowy rok wybrałem się do klubu z przyjaciółmi, było naprawdę świetnie.
* Staram się wyłapać gdzieś Agnieszkę. Możliwe, że jeszcze nie przyjechała z lotniska. Dali nam czas na rozpakowanie się i ogarnięcie pokoi przed rozpoczęciem nauki. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu -  to był Niall z Zaynem,  za nimi szedł Harry, ciągnąc za sobą Louisa. Od razu się uśmiechnąłem na ich widok.
-Jak ja za wami tęskniłem chłopaki! Było mi jakoś tak nudno bez was.
-My za tobą też. -Powiedział blondyn obejmując mnie ręką. -Byłeś już w pokoju?
- Tak, rozpakowałem walizkę i zszedłem szukać Agi. Widzieliście ją gdzieś?
-Gadałem z Kają, one będą trochę później, nie załapały się na wcześniejszy samolot do Londynu. – Powiedział, biorąc w dłonie swój bagaż i spoglądając na mulata.
-Panowie, my z Zaynem idziemy się rozpakować, dołączymy do was za jakąś godzinę. –Odeszli w stronę korytarza, witając się jeszcze z kilkunastoma osobami.
-No a wy, jak spędziliście święta i sylwester? O Louisie trochę wiem, bo gadaliśmy, ale z tobą Harry nie było żadnego kontaktu.
-Nie wiedziałem gdzie mam telefon, padła mi bateria, znalazłem go dopiero przed wczoraj jak pakowałem się ponownie.
-Uznajmy, że ci wierzę, no, ale opowiedz mi, co robiłeś w sylwestra? Jak żeście go spędzili?- Obydwaj poczerwienieli. Harry zaczął wymyślać jakieś historyjki o spacerze, ale Lou wygadał się, że spędzili go razem, gdy zapytałem o jakieś szczegóły, powiedzieli, że powiedzą mi, kiedy indziej. Chyba się domyślam, o co chodziło. Gołąbeczki tak samo jak Zayn i Niall poszli się rozpakowywać, a ja zostałem sam. Krążyłem po budynku jeszcze z pół godziny aż poczułem czyjeś szczupłe palce zakrywające moje oczy od tyłu.
-Zgadnij, kto to . – Powiedziała lekko chichocząc.
-Mój misiu?- Nie czekałem na odpowiedź, odwróciłem się i pocałowałem ją w usta.- Za Agą stała Kaja, trzymając dwie walizki w rękach. Miała spięte włosy w dwa kucyki i okulary. Nie wiedziałem, że ma wadę wzrok.
-Aguś to ja może pójdę zanieść nasze rzeczy do pokoju, a ty dokończ witanie się z Liamem. – Zaśmiała się pod nosem, podeszła do nas, przytuliła mnie na przywitanie i odwróciła się w stronę ich pokoju.
-Dziękuję kochana. -Powiedziała Aga wtulając się w mój bok .
-Długo już tu jesteś
-Jakieś dwie godziny, szukałem cię, ale wtedy spotkałem Nialla, który powiedział mi, że się trochę spóźnicie. Jak dobrze, że już jesteś przy mnie. Bardzo za tobą tęskniłem…
-Ja za tobą też, byłybyśmy szybciej, gdyby nie Kaja, która musi chodzić do łazienki, co pięć minut. Dosłownie. Ale naprawdę nie wiem, co bym bez niej zrobiła. Ta mała wariatka jest naprawdę kochana.
-Nie wątpię, w końcu Niall musi mieć jakiś powód, aby ją tak bardzo lubić. Chodźmy zobaczyć jak tam idą postępy w rozpakowywaniu chłopakom. – Objąłem ja w tali i poszliśmy pod 119. Z daleka można było usłyszeć śmiech, krzyki Harrego i Louisa. Drzwi były otwarte, lekko uchylone. Weszliśmy bez pukania. Jak zwykle nasza dwójka gołąbeczków leżała na łóżku Louisa. Szatyn na wierzchu, a lokaty pod spodem, łaskoczących się nawzajem.
-Hej chłopaki! Miło nam was znowu zobaczyć, poświęcicie nam chwilkę? – Powiedziała Aga, ledwo nie pękając ze śmiechu.
- Jasne, że tak. Wejdźcie, przepraszam, że mamy lekki bałagan, ale sami wiecie dopiero przyjechaliśmy, musimy się rozpakować.- Powiedział Louis podnosząc głowę z nad twarzy Harrego. ·-Przepraszam, że to powiem, ale wyglądacie razem tak słodko, aż żal mi was rozdzielać. – Harry rzucił w nią poduszka, a Lou lekko poczerwieniał, podobnie do tego jak zapytałem się ich o sylwestra. Siedzieliśmy u nich z pół godziny. Louis rozpakowywał siebie i Harrego do osobnych szuflad, a Harry mówił nam, co robili w święta. Następna nasza stacja to mój pokój. Mimo, że nie muszę pukać, wolę się zabezpieczyć. Nie chcę być świadkiem jakiejś sceny moich dwóch bliskich przyjaciół. Po chwili usłyszeliśmy ‘proszę’, otworzyłem drzwi. Na środku pokoju stał Zayn trzymając czyjeś białe bokserki w dłoniach, zakładam, że to Nialla. - nie pomyliłem się, za kilka sekund wyskoczył z łazienki blondyn, owinięty tylko ręcznikiem w pasie wyrywając bieliznę Zaynowi. Musiał nas nie zauważyć, bo chciał już założyć je, nie wracając do toalety z powrotem. Na szczęście Zayn chwycił ręcznik zanim ten zdążył całkowicie opaść i ukazać nam zawartość bokserek Nialla. Myślę, że brunet miał w tym jakiś własny interes.
-Niall kochanie, idź spowrotem do łazienki, ubierz się i dopiero wtedy wchodź do pokoju, lub chociaż upewnij się, że w nim nikogo nie ma – Powiedział Zayn, klepiąc go po plecach. Na twarzy blondyna można było zauważyć zażenowanie tą sytuacją. Zostaliśmy chwilkę, gadając z Zaynem o tym, jak Niall powiedział rodzicom o ich związku i o ich reakcji, cieszę się, że dobrze to przyjęli .


                                                                           HARRY
Po tym ja Liam i Aga wyszli z pokoju Lou, zaczął łaskotać mnie jeszcze bardziej. Powiedział coś w stylu „Przestanę, jeśli zrobisz dla mnie jedną małą rzecz”. Z trudem udało mi się wyjąkać, o co chodzi. Na co on kontynuował: pocałuj mnie, jeśli umiesz. Co za wyzwanie, od razu pomyślałem, że to łatwizna.  Przeliczyłem się niestety przez jego zgrabne palce, które cały czas wywoływały u mnie głośny śmiech, nie mogłem się nawet ruszyć. W końcu udało mi się przewrócić go na plecy i złożyć na jego ustach namiętny pocałunek. ·-Udało ci się wyjść z zagrożenia, musze przyznać umiesz całować .
-Glupek .- Powiedziałem kładąc się koło niego. Zrobiło się dość późno. Niestety jutro trzeba iść na pierwsze zajęcia w tym roku. Zasnęliśmy około 24, jak zwykle Lou czytał jakieś opowiadanie a ja byłem wtulony w jego bok.
*NASTĘPNY DZIEŃ, ZAJĘCIA *

Pan Frankilns zapowiedział nam jeszcze w tamtym roku, że dziś odbędziesię jakiś podział. Nie mam pojęcia, o co chodziło, pewnie zaraz się dowiemy, mam tylko nadzieję, że będę z Louisem. Psor podchodził do każdego po kolei i rozdawał małe karteczki złożone na pół.
- Teraz każdy ma sprawdzić, jaką liczbę wylosował, osoby z takimi samymi numerami są razem w grupie. Szybko rozłożyłem mały papierek, zobaczyłem tylko 83. Napisane czarnym cienkopisem. Liam i Niall od razu wymienili się swoimi z Zaynem i Louisem. Tylko ja zostałem nie pewny. Po ich minach można uznać, że są razem.
-No Harry, pokazuj nam swoją szybko. - Lou wyrwał mi karteczkę z rąk.    
-TAK! Chłopaki jesteśmy razem! Możemy się cieszyć. – Aga z Kają też miały szczęście, dostała im się grupa z jeszcze dwoma dziewczynami.  Nie musieliśmy czekać zbyt długo na wyjaśnienie, o co chodzi z owym podziałem. Pan Franklins od razu powiedział: Widzicie, w naszej szkole od kilku lat jest pewna tradycja. Każdy student pierwszego roku jest przydzielany do jednej grupy, z którą ma za zadanie utworzyć zespół. Ci, którzy osiągną najlepsze sukcesy wokalne dostają możliwość podpisania kontraktu z wytwórnią muzyczną na 3 lata, jest to znakomity start w kierunku sławy. Oczywiście jest to dla chętnych, osoby niezainteresowane muszą po prostu pracować zespołowo. To tyle na dzisiaj moi drodzy, Jedynym waszym zadaniem jest wymyślenie nazwy waszego zespołu. Do zobaczenia za dwa dni .


No i co robimy chłopaki? –Zapytałem spoglądając na twarz każdego z nich po kolei
-Myślę, że nie zostaje nam nic innego jak wymyślenie dobrej nazwy i wzięcie się do roboty.
-To wiem, pytam się czy chcielibyście starać się o ten kontrakt? –W oczach Louisa zabłysły dwie małe gwiazdeczki, od razu było widać, że bardzo mu na tym zależy. Niall i Zayn powiedzieli, że mogłaby to być wspaniała przygoda i skoro mamy pięć mocnych głosów w grupie, a w dodatku osobę umiejącą grać na gitarze, to mamy duże szanse. Wszyscy przysięgliśmy sobie, ze dopóki zależy jednemu, to wszyscy starają się na 150 %. Może nam się udać. Zostaje jeszcze kwestia nazwy, próbowaliśmy coś wymyślić, ale nic z tego nie wyszło. Same głupoty, Niall jak zwykle myśli tylko o jedzeniu. Jego propozycja brzmiała Niall and the potatoes. On i jego wyobraźnia. Gadaliśmy jeszcze chwilę nad tą nazwą, a skończyło się na wypadzie po pizzę.


                                                                           NIALL
Wracam z Zaynem do akademika, jest trochę zimno albo nie… jest bardzo zimno, cały się trzęsę. Idziemy przez Central Park z pudełkiem w połowie zapełnionym pizzą. Od końca wykładów mamy wiele myśli, co będzie dalej?  Wiadomość o zespole i możliwości zdobycia sławy trochę nas zaskoczyła. Nie myślałem żeby zastać gwiazdą i śpiewać na wielkich scenach, może czasami grając na gitarze i układając jakieś proste piosenki udawałem, że jestem znanym celebrytą i występuję przed wielką publiką, ale to były tylko głupie marzenia małego chłopca. Nikt o nich nie wiedział, oprócz Zayna, który w raz ze mną śpiewał je wieczorami. W wieku 5 lat utworzyliśmy nawet duet pod nazwą „LOTON’’ , niestety jak to dzieci, szybko porzuciliśmy jedną zabawę i zaczęliśmy inną. Nasze mamy często zaprowadzały nas na musicale i koncerty zespołów dla dzieci. Właśnie tak budowała się nasza przyjaźń .
Szedłem dalej zamyślony, aż nagle poczułem jak Zayn nakłada na mnie swoją czarna skórzaną kurtkę.
-Oszalałeś? Przeziębisz się znowu, wkładaj ją natychmiast.
-Spokojnie, nie jest mi zimno mam bardzo gruby sweter, do akademika zostało jakieś 10 minut, a nie mogę już patrzeć jak cały się trzęsiesz. Prędzej to ty dostaniesz jakiejś grypy niż ja się przeziębię.
-Na pewno?
-Tak, nie przejmuj się, chodźmy szybciej, prędzej się ogrzejemy w budynku. – Wyciągnął rękę w moją stronę i splótł nasze palce. Dawno nie szliśmy tak przez ulice, publicznie trzymając się za ręce. W naszym rodzinnym mieście musieliśmy tego unikać, bo od razu zaczęłyby się plotki i nagadywanie na nasze rodziny.
*Po wejściu do pokoju zdjęliśmy buty i poszliśmy do pokoju Kai i Agi. Nie pukałem, po prostu weszliśmy, Agnieszki jak zwykle nie było, pewnie siedzi z Liamem zamknięta gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie. -Hej! Jak ja cię dawno nie widziałem, co tam u ciebie? Jak spędziłaś święta? Opowiadaj nam tu szybko. - Dziewczyna w okularach i spiętych włosach w wysokiego kucyka popatrzyła się na mnie spod swojego rysownika. Kaja oprócz wspaniałych zdolności muzycznych, została obdarzona wielkim talentem malarskim. Odłożyła ołówek i kartki na pościel, wstała podeszła do nas i rzuciła się na szyję.
- Hej, czemu przychodzicie dopiero teraz? Czekałam wczoraj i nic, ważne, że w końcu do mnie przyszliście.  Wszystko wam powiem, ale najpierw chcę wiedzieć jak spędziliście sylwestra. U mnie nie było nic ciekawego, jak zwykle kubek kakao, ciepłe kapcie i muzyka. W tym roku był tylko taki wyjątek, że Aga mnie odwiedziła i razem mogłyśmy odliczać do końca roku. Wy pewnie mieliście ciekawiej.
-Znam ten wzrok, otóż kochana, jeśli chodzi ci o sprawy tego typu, to muszę cię rozczarować. Oglądaliśmy maraton filmowy i otworzyliśmy jednego szampana. Nic specjalnego liczy się towarzystwo, w przyszłym roku musimy umówić się żeby spędzić go razem. – Gadaliśmy tak jeszcze przez dwie godziny. Kaja opowiadała nam o jej rodzinie i o Wigili, a ja powiedziałem, że w końcu nie musimy się ukrywać przed rodzicami. Zostaje nam jeszcze tylko jedna sprawa - nazwa zespołu.


 19 Jest. Przepraszam, że musicie tyle na mnie czekać. Obiecuję, że teraz rozdziały będą częściej. Mam ferie i mogę pisać częściej. Wszystkim dziękuję za komentarze. Do napisania NAT :***
Sprawdziła @WiolettaBalicka

niedziela, 6 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 18

http://media.tumblr.com/tumblr_m7o21rsbM41r0rcce.gif




UWAGA w tym rozdziale pojawią się sceny  o treści homosexualnej ,jeśli nie masz ochoty na takie tematy zacznij  czytać od 2 czerownych gwiazdek **


                                                                          * HARRY

Nie zwracam uwagi na tych wszystkich ludzi, którzy są teraz na korytarzu, i tak większość z nich jest mocno wstawiona. Biegnę z Lou, trzymając go za rękę po schodach. W połowie drugiego piętra nie wytrzymałem, pchnęłam go na ścianę i mocno wbiłem się w jego usta, był dość oszołomiony moim zachowaniem, nigdy nie pochwalał takich spontanicznych decyzji. Zawsze ktoś mógłby zauważyć, a on nie lubi jak ludzie się dziwnie patrzą, ale teraz nie miał z tym problemu, oddał pocałunek równie mocno. Poczułem jak w moich spodniach zaczyna brakować miejsca od samego pocałunku. Musimy się pośpieszyć, inaczej ludzie nie tylko będą mogli oglądać dwóch chłopaków całujących się na schodach, ale także moją dość widoczną erekcję w spodniach. Louis wyczuł to niemal od razu, gdy tylko przejechał po moim udzie.  Uśmiechnął się złośliwie i specjalnie zaczął wydłużać naszą drogę. Idziemy dalej jakby pijani, a przecież obydwaj nie piliśmy dziś zbyt dużo specjalnie, aby dobrze zapamiętać to, co za chwilę ma się stać, właściwie mam wielką nadzieję, że się stanie… To będzie mój pierwszy raz z chłopakiem. Przedtem, byłem tylko z jedną dziewczyną i nie wspominam tego zbyt dobrze.
· W końcu dotarliśmy do drzwi naszego pokoju, pośpiesznie zacząłem szukać karty otwierającej zamek. Wtedy usłyszałem ciche pip i Louisa w przedpokoju trzymającego klucz. Musiał mi ją wyjąć z tylnej kieszeni wtedy, kiedy złapał mnie za pośladek na korytarzu.
Gdy tylko zatrzasnąłem drzwi rzuciłem się na niego . -Lou powiedz tylko jedno słowo, a przestanę. - Wyszeptałem te słowa do jego ucha, ale nic nie odpowiedział. Milczenie uznałem za brak sprzeciwu. Zacząłem całować go po szyi, najpierw delikatnie, lecz z każdą chwilą coraz mocniej. Szeptałem mu do ucha jak bardzo go pragnę i to nie tylko z powodu, że jest cholernie sexowny, ale dlatego, że jeszcze nigdy w życiu nikogo tak mocno nie kochałem… Kątem oka ujrzałem ten uroczy uśmiech na jego twarzy oraz zaszklone łzami, pełne miłości oczy… Gwałtownie rozpiąłem jego koszulę i przeniosłem się na tors. Ten widok pobudził mnie jeszcze bardziej… Zataczałem okręgi ustami na całej powierzchni jego nagiego ciała, gdzieniegdzie robiąc mu małe malinki na pamiątkę. Znikną za kilka dni, ale dzięki nim czuję się tak jak bym mówił światu, że on jest tylko mój i nikt nie ma prawa go tknąć. ·Pchnąłem go ręką na łóżko, pozbywając się jego koszuli do końca. Sam zdjąłem swój podkoszulek i usiadłem okrakiem na jego brzuchu, wpijając się w jego usta. Czułem jak jego dłonie wplatają się w moje loki, a jego nogi oplatają mnie coraz mocniej w pasie… Nie mogło być lepiej... Oderwałem się na chwilę od słodkich, malinowych ust Lou, złapałem jego dłoń ucałowałem ją, chciałem żeby poczuł moją miłość i nie myślał, że kieruje mną tylko pożądanie… Poczułem jak zrzuca mnie z siebie i już po chwili to on patrzył się na mnie z góry. Zaczął przygryzać moje ucho i mówić jak bardzo pragnął tego właśnie ze mną…  Do akcji wkroczył jego zwinny język… Zaczął kreślić nim serduszka na moich ustach… Nawet w takich chwilach potrafił zrobić coś takiego, co totalnie mnie urzekło. Potem wślizgnął się nim do moich lekko rozchylonych z rozkoszy ust i zaczął intymny taniec z moim językiem… W moich brzuchu przeleciało już chyba z tysiąc motyli. Jego ręce błądziły po mojej klatce piersiowej, zjeżdżając coraz niżej. Odpiął klamrę od paska, a następnie zsunął spodnie z moich nóg. Po chwili uczynił to samo ze swoimi. Zostaliśmy w samych bokserkach. Wcześniej nie zauważyłem wybrzuszenia w jego dolnej partii ciała, ale teraz była ona widoczna i to bardzo wyraźnie. Położył się na mnie spowrotem i tak jak ja zaznaczył swoja obecność na nim. Krążył wokół moich sutków językiem.  Nasze dłonie były splecione ponad moja głową i oparte na miękkim materacu  .
-Na pewno jesteś na to gotowy ? – Wyszeptał mi do ucha przerywając na chwile pocałunki .
- Tak, czekałem na tę chwilę bardzo długo. – Wcześniej mieliśmy tylko jedno intymne zbliżenie, które polegało na obciąganiu sobie na moim łóżku przed wyjazdem. Spojrzałem mu w oczy, z cwaniackim uśmieszkiem, kiedy ściągnął moje bokserki. Spojrzeniem powędrował na dół. Zbliżył swoją głowę do mojego krocza i wziął mojego penisa do ust. Zaczął wykonywać delikatne ruchy wzdłuż całej jego długości, krążąc językiem wokół jego końca. Odchyliłem głowę z rozkoszy, jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze, a to dopiero początek.
-Louis, proszę cię przestań, nie chcę dojść w ten sposób, a uwierz już nie dużo mi brakuje.
-Na moje słowa szatyn uśmiechnął się szeroko i odchylił głowę do góry. Wstał i położył się obok mnie. Zrozumiałem, znaczy to, że teraz moja kolej żeby pokazać, na co mnie stać. Ściągnąłem mu bieliznę i chwyciłem jego kolegę w rękę.  Zacząłem wykonywać powolne ruchy w górę i w dół. Na twarzy Louisa zaczął pojawiać się uśmiech zadowolenia, przymknął oczy, a ja zacząłem wykonywać czynność szybciej i szybciej. Kiedy poczułem, że nie brakuje już dużo przestałem, na co on zmarszczył brwi. Gestem dłoni kazałem mu wstać na kolana i obrócić się do mnie tyłem. Od razu spełnił moja prośbę.
-Lou na pewno tego chcesz? – zapytałem ponownie.
- Tak Harry czekam na to tak długo ….
-Jakby było coś nie tak masz od razu mówić, nie chcę, aby ta noc była dla ciebie nieprzyjemna i to jeszcze z takiego powodu.
- Dobrze, na pewno będzie wprost przeciwnie… – Po tych słowach pocałowałem go jeszcze raz mocno w policzek, rękoma gładziłem jego plecy.                                                                              *LOUIS
Poczułem jak palec Harrego we mnie wchodzi i to dosłownie. Nie było to zbyt ekscytujące odczucie, a wręcz przeciwnie… Poruszał nim do przodu i do tyłu. Po chwili dołączył drugi. Dyskomfort zwiększył się. Jestem ciekawy, co on musi teraz odczuwać.
-Idź dalej .- Wysapałem z trudem pod nosem. Na co lokaty poprawił pozycję, wyprostował się i załapał mnie koło łopatek. Poczułem niesamowity ból, inaczej to sobie wyobrażałem. Zaczął poruszać się delikatniej, widocznie zauważył mój grymas. Nawet nie poczułem, kiedy z kącika wypłynęła mi jedna łza. Harry natychmiast pocałował mnie w to miejsce, gładząc moje włosy. Przyśpieszył ruchy, zmieniając układ palców i ból zaczął powoli przemijać, zastąpiła go rozkosz. Po kilku lżejszych pchnięciach w końcu trafił na dobre miejsce.  Złe uczucie całkowicie zastąpiło podniecenie i chęć poznania więcej. Harry zrobił tak jeszcze parę razy. Próbowałem powstrzymać jakiekolwiek odgłosy, ale z każdym ruchem stawało się to, co raz cięższe. W końcu nie wytrzymałem. Zacząłem wymawiać jego imię i przekleństwa, starając się jednak, aby nikt z mieszkających w hotelu tego nie usłyszał, Harremu musiało się podobać to, że nie dawałem już rady wytrzymać z podniecenia. Dodatkowo drugą ręką stymulował mojego penisa… Mój kolega był bliski końca.
-Harry ja zaraz DOJDĘ – ostatnie słowo wydusiłem zbyt późno. Po całym ciele przeszedł mnie dreszcz. Niesamowite, Harry doszedł w tym samym momencie, poczułem jak coś wypełnia moje ciało od środka. Padł na moje plecy, a zaraz po tym położył się tuż obok mnie. Staraliśmy się wyrównać oddechy…
-Dziękuję, to była najlepsza noc w moim życiu .
-Kocham cię
-Ja ciebie też. –Po tych słowach okryliśmy się cienką kołdrą i odpłynęliśmy w swoich ramionach ….


                                                                                   *HARRY
Obudziłem się około 7 rano,  dosyć wcześnie, biorąc pod uwagę, że wczoraj\dzisiaj do 4 nad ranem robiłem z Lou bardzo interesujące rzeczy. Leżę obejmując go ramionami, a jego głowa spoczywa na moim nagim torsie. Nie potrafię nawet opisać tego, co stało się w nocy. To takie niesamowite uczucie, tysiąc razy lepsze niż jak po raz pierwszy robiłem to z Miley. Tak miała na imię dziewczyna, z którą w wieku 16 lat po raz pierwszy uprawiałem sex. Nie lubię wracać do tamtych czasów, nie należą do najlepszych.
·Gładzę włosy Lou plącząc je w małe supełki. Mój kochany jest taki śliczny. Uwielbiam takie chwile, kiedy on jeszcze śpi, a ja mam okazję wpatrywać się w niego twarz przez dłuższą chwilę. Teraz w dodatku jesteśmy cali nadzy, sami, bez żadnych krępujących sytuacji. Po nocy jestem pewny, że to właśnie z nim chciałbym spędzić resztę mojego życia. Pewnie wielu z was powiedziałoby, że nie wiem, co mówię. Dzieciak bzykał się z chłopakiem, który wydaje mu się bogiem, ale tak nie jest. Nie raz miałem dziewczynę, zdarzyło mi się także kręcić z chłopakiem ze starej szkoły, ale przy tym nie czułem czegoś wyjątkowego. Byli, bo byli… żeby wypełnić pustkę w moim życiu. Z Louisem jest inaczej, coś w środku mi mówi, że to jest ktoś, kto nigdy mnie nie zrani i mogę na nim polegać. Poczułem jak moja ręka jest ciągnięta w dół i objęta silnym uściskiem, Spojrzałem na Louisa, w jego już otwarte szeroko niebieskie oczy, w których zawsze tonę.
-Hej piękny, długo już nie śpisz ?
-Jakieś 15 minut –Pochyliłem głowę i złożyłem soczysty pocałunek na jego ustach .
-Mmmmm, jakie miłe powitanie, nie jesteś zmęczony? Która właściwie godzina ? –Wziął zegar, który stał na stoliczku nocnym w dłonie .- Dopiero 7: 20, nie chce ci się spać? Ach zapomniałem, ty jesteś rannym ptaszkiem. Pogadamy wieczorem jak będziesz się pchał do łóżka.
-Dziś trzeba wrócić do akademika, ostatni dzień wolnego i znowu szkoła. Powiesz mi, za co? Dlaczego nie możemy zostać tutaj w ciepłej pościeli przytulając się do końca życia ? –Louis wstał z łóżka rzucając we mnie białą, puchową poduszką.
-Nie gadaj głupot, wstawaj i ubieraj się golasie.
-Nie podoba ci się, że jestem nagi? – zapytał figlarnie Lou.
-Po porostu boję się, że od samego widoku będzie ze mną kiepsko. -Powiedział żartobliwie Harry opierając ręce na łóżku i całując mnie namiętnie.
Dotknąłem jego serca dłonią, składając tam pełen miłości pocałunek… przystawiłem ucho i powiedziałem, że od dziś ma ono bić tylko dla mnie…
Loczek zarumienił się i uronił łzę...
-Choć pomożesz mi umyć plecy. –Chwyciłem jego dłoń i pociągnąłem w stronę łazienki. Obydwaj wiemy, że nie skończy się tylko na pomaganiu …


                                 
**                                         
                                                                            *NIALL

*DZIEŃ PRZED SYLWESTREM *

W końcu to zrobiłem, powiedziałem rodzicom, że ja i Zayn jesteśmy razem, jako para.  Przyjęli to lepiej niż myślałem, ucieszyli się. Co było dla mnie szokiem. Mama zawsze powtarzała, że chciałaby mieć wnuki, dużo wnuków, żeby miała kogo rozpieszczać, a tak wychodzi na to, że jednak ich nie będzie, a jeśli już mielibyśmy nad tym się zastanawiać to w bardzo dalekiej przyszłości.
·Sylwester spędziłem z Zaynem, tylko z nim. Chcieliśmy pobyć sami w tę noc. Siedzieliśmy w jego pokoju. Rodzice postanowili nam nie przeszkadzać i wyszli gdzieś na miasto. Dzięki temu, że nasze mamy przyjaźnią się od długiego czasu mamy pewność, że nie wrócą przynajmniej do 10 nowego roku. ·Wypożyczyliśmy jakiś film, przygotowałem pełna miskę popcornu, Zayn załatwił szampana i butelkę pepsi. Usiedliśmy na jego łóżku, objął mnie ramieniem i tak przez trzy godziny oglądaliśmy, śmialiśmy się, całowaliśmy się i przytulaliśmy się do siebie. Około godziny 0: 00 wyszliśmy na balkon i zaczęliśmy odliczać. Z każda sekunczułem jak jego uścisk zaciska się. Gdy doszliśmy do ostatniej cyfry, Zayn obrócił mnie i pocałował. Zdecydowanie najlepszy koniec i początek roku, jaki mogłem sobie wymarzyć. ·Położyliśmy się około 3 nad ranem, wcześniej oglądając jakiś horror. Malik je uwielbia i uważa, że to bardzo dobra okazja do przytulania się do mnie przez całe trzy godziny bez przerwy. I tak mógłby to robić, a ja przynajmniej nie bałbym się przez następny tydzień iść do łazienki w nocy. Dlatego zawsze w taki czas budzę go i idziemy razem, możliwe, że to też jest jeden z tych jego powodów. ·Obudziliśmy się około 13. Niezłe śpiochy z nas, nie pamiętam, kiedy ostatnio spałem tak długo. Możliwe, że to przez Zayna. Było tak wygodnie, że aż żal było mi się podnosić. Leżelibyśmy pewnie jeszcze dość długo gdyby nie moja mama, która przypomniała nam, że to już ostatni dzień wolnego i trzeba się pakować. Smutna szara rzeczywistość znowu do nas wróciła. Było mi trochę głupio, gdy przyłapała nas na całowaniu i to jeszcze pół nagich, ale nie mówiła nic później na ten temat, widocznie uważa, że jestem już na tyle dorosły, aby zająć się swoim życiem samodzielnie.
 ·Musze zadzwonić do Kai, jak tylko znajdę mój telefon. Dawno ze sobą nie rozmawialiśmy, jestem ciekawy jak ona spędziła ten dzień. Tęsknię za nią, naprawdę jest moją najlepszą przyjaciółką i nie wiem, co bym bez niej zrobił. Oczywiście zaraz po Zaynie, mamie, tacie i moim bracie. ·Za dwie godziny wyjeżdżamy z ojcem Zayna powrotem do akademika, spotkać się z wszystkimi znowu i poopowiadać swoje świąteczne przygody. Ciekawe, co Liam, Harry i Louis robili. O tych dwójkę nie muszę się martwić, na pewno się nie nudzili.

Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać na ten rozdział. Starałam się napisać się go jak najlepiej, a i tak pewnie jak zwykle nie za dobrze wyszło.  Następny postaram się dodać o wiele szybciej. Ma mały dylemat, co do ilości rozdziałów. Miałam plany żeby już kończyć to opowiadanie, ale dziś przyszedł mi do głowy pomysł na jeszcze jakieś 4 rozdziały. Chciałybyście? ·Nat:***





niedziela, 30 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 17


Poprawiła @WiolettaBalicka                                                                               

                                                                                       ROZDZIAŁ 17

                                                                                  *HARRY
Od czasu mojej rozmowy wigilijnej z Lou, minął prawie tydzień. Od tamtego czasu nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Mówił coś o tym, że nie da rady już wchodzić na Skypa, bo odłączają mu Internet i dopiero w nowym roku będzie mieć go z powrotem. Moglibyśmy rozmawiać przez telefon, gdybym nie był taki głupi i w Wigilię nie położył go obok dzbanka z kompotem, którego cała zawartość znalazła się na nim. Było mi ciężko bez Niego, ale nie żałuję zbytnio. Miałem czas na obmyślenie prezentu urodzinowego dla Loueh. Mimo, że jego urodziny już minęły, ja wciąż nie dałem mu nic, nie miałem jak. Plan polega na tym: Dziś mam zaklepany pociąg do Doncaster, nigdy tam nie byłem, choć jest to dość blisko, mam nadzieję, że się nie zgubię. Gdy już dojadę, mam zamiar zaklepać dwuosobowy pokój w jednym z hoteli, w którym tej sylwestrowej nocy odbędzie się wielka impreza. Później musze pojechać do Lou, zabiorę ze sobą mojego przyjaciela Josha. On wie o wszystkim, o tym, że jestem z Lou, jako para i nie przeszkadza mu to. Josh powie Louisowi o pilnej sprawie, którą ma do załatwienia w urzędzie, wręczy mu także list polecony, który to potwierdzi. Gdy Louis będzie już na miejscu wyjdę ja i powiem, że mam dla niego niespodziankę, później wszystko jakoś samo się potoczy. Mam nadzieję, że zgodzi się pójść ze mną, mam w zanadrzu więcej przygód na te noc.

*  Jadę już w pociągu do Doncaster, minąłem z dziesięć stacji, a przede mną jeszcze sporo drogi. Czas wlecze się niesamowicie. Jak ja bardzo chcę już zobaczyć mojego kochanego pasiastego przyjaciela. Siedzę z Joshem i rozmawiamy o wszystkim. Jeszcze jakieś półtorej godziny i będziemy na miejscu.                                                                                         *LOUIS
Dziś jest ostatnie popołudnie tego roku, ostatnia noc, którą zapewne spędzę sam. Może nie tyle sam, co z mamą i siostrami, ale bez NIEGO!!! Bez najważniejszej dla mnie osoby……. Nie wiem dlaczego nie odbiera ode mnie telefonów, nie odpisuje na esemesy…  Jeszcze tydzień temu normalnie rozmawialiśmy przez Internet,  a teraz głupiej słuchawki nie chce mu się podnieść. Może się obraził, ale, o co? Nic nie zrobiłem. Jeśli nie odezwie się do końca tego dnia to zwariuję. Nie mam zamiaru spędzać czasu na zamartwianiu się przez niego. Zaraz pójdę z małymi na spacer. Nasypało bardzo dużo śniegu, wystarczy wygrzebać stare sanki z piwnicy, otrzeć je z kurzu i będzie zapewniona super zabawa na całe popołudnie. Po takiej frajdzie dziewczyny na pewno szybko usną, a ja będę mieć spokój. W końcu będę mógł porozmawiać z mamą o tym związku…

* Siedziałem na kanapie jeszcze jakąś godzinę i oglądałem jeden z masy tych świątecznych filmów, gdy do drzwi ktoś zapukał.
-Otworzę mamo!- Krzyknąłem i podszedłem do drzwi. Przez noktowizor nikogo nie zauważyłem. Przekręciłem ostrożnie zamek i pociągnąłem za klamkę. Zza rogu ukazał mi się młody mężczyzna, ubrany w grubą czerwono-białą kurtkę, ciemne jeansy i brązowe skórzane buty. Trzymał w ręku jakiś list, przesyłkę. Już z odległości kilku kroków widziałem tę wielką pieczęć na niej. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć facet podszedł do mnie.
 -Szczęśliwego Nowego Roku, przepraszam, że nachodzę w taki dzień, ale ważny list z urzędu przyniosłem. Powinien pan od razu go przeczytać. Wysłali mnie w ostatniej chwili.
- Dziękuję, już patrzę i też życzę panu szczęśliwego Nowego Roku.
- Odebrałem przesyłkę i zamknąłem drzwi na klucz. Dziwnie znajomy wydawał mi się ten mężczyzna. Tak jak bym gdzieś już go widział. Rozerwałem górną część koperty i wyjąłem zawartość.                                                      
,, Szanowny Panie Louisie Williamie Tomlinsonie, chcielibyśmy poinformować Pana, że ważność Pańskiej karty kredytowej wraz ze wszelkimi środkami zawartymi na niej wygaśnie dnia: 31.12.2012
 o godzinie 23:32, czyli równy rok od założenia konta. Możliwość przedłużenia ważności stanu środków jest możliwa w urzędzie miasta Doncaster do końca umówionej godziny. Bardzo prosimy o niezwłoczne stawienie się w urzędzie,
pozdrawiamy Dyrekcja banku .”

Spojrzałem na zegarek, jest równa 14, mam więc jeszcze sporo czasu. Pójdę najpierw z dziewczynkami na obiecane sanki, a później szybko podjadę załatwić tę sprawę. Kurde, że ktoś potrafi urządzić innego w Sylwestra. Nie mogli przysłać mi tego powiadomienia tydzień wcześniej, kiedy miałem czas na takie bzdety? Przynajmniej zajmę swój umysł czymś innym, niż myśleniem cały czas o Harrym.
-Kto ostatni w samochodzie ten zostaje!!!!!! –Krzyknąłem na cały dom, po chwili usłyszałem tupot małych stópek biegnących w wysokich zimowych butach i różowych kombinezonach. Specjalnie przygotowanych na śnieg i sanki. –No moje drogie, którą górę chciałybyście dziś zdobyć?
- Największą!-Odpowiedziały chórem. Zaśmialiśmy się. Zapiąłem pasy sobie i siostrzyczkom i ruszyliśmy do pobliskiego parku gdzie znajdowała się najwyższa góra w całym mieście. Po drodze śpiewaliśmy świąteczne piosenki, które akurat leciały w radiu. Bardzo lubię śpiewać, tak jak cała moja rodzina. Wszyscy mamy talent wokalny, ale tylko ja tak bardzo chcę zajmować się w przyszłości muzyką na poważnie. Moja najstarsza siostra Lottie, chciałaby zostać makijażystką znaną na całym świecie, a reszta dziewczynek jest jeszcze za mała żeby myśleć o zawodzie. No chyba, że chodzi o bycie księżniczką lub królewną, do tego zawsze są chętne .
Dojechaliśmy – No to, kto chce kulig pod samą górę? Wskakujcie na sanki, ja ciągnę.- Zabrałem sznurek i zacząłem ciągnąć, obok mnie szła Lottie. Przez te studia nie zauważyłem jak ona się bardzo zmieniła. Wydoroślała, zaostrzyły jej się rysy na twarzy. Zaczęła malować oczy większą warstwą tuszu i czarnej kredki. Nie mam nic przeciwko temu, a wręcz odwrotnie, bardzo podoba mi się jak czarny cień podkreśla jej duże niebieskie oczy. Włosy ma już prawie do pasa, a gdy wyjeżdżałem na początku roku mama ścięła jej do połowy pleców.
-Ej siostra, muszę ci powiedzieć, że przez ten czas wyładniałaś.
-Dzięki, wiesz, ty też niczego sobie. Wydajesz się być taki promienny, jakbyś poznał tam kogoś wyjątkowego.
-Bo jest taki ktoś.- Powiedziałem pod nosem tak cicho, że nawet ja ledwo to słyszałem. Niestety moja siostra ma lepszy słuch niż myślałem.
-Louis słyszałam to, masz mi tu natychmiast powiedzieć, kto to taki. I dlaczego ja się dowiaduję o tym dopiero teraz, a nie wcześniej?
-Już spokojnie, nie denerwuj się tak. Nie mówiłem tego jeszcze nikomu, bo jest to dla mnie bardzo trudne... Widzisz to nie jest normalny związek, nie taki jak ty i Braian. Myślałem, że na tych studiach poznam jakąś świetną dziewczynę, którą będę mógł wam przedstawić przy najbliższej okazji, ale tak się nie stało. Nie stało się tak dlatego, że owszem poznałem kogoś wartego waszego poznania, ale to jest chłopak. –Spojrzałem na nią ostrożnie, z na pół opuszczoną głową.
-To wspaniale, naprawdę nie masz się czego obawiać, wiesz dobrze, że mi możesz wszystko powiedzieć, cieszę się razem z tobą. Jak ma na imię ten chłopak?
-Harry, i jest niesamowity. Poznam cię z nim, jak tylko będzie taka okazja. – Ulżyło mi, od dawna chciałem powiedzieć o tym siostrze, ale nie miałem na tyle odwagi. Teraz zostali jeszcze tylko rodzice. Z nimi na pewno pójdzie dużo trudniej.

                                                                                      *HARRY
 *POD URZĘDEM, WIECZÓR, GODZINA OKOŁO 18 *
Czekam na Lou już jakieś piętnaście minut. Josh powiedział mi, że słyszał jak ten mówił o przyjeździe tutaj właśnie koło 18. Więc czekam …
Jakieś dwie minuty później zauważyłem podjeżdżające czarne, sportowe auto. Dobrze znam ten samochód, takim jeździ tylko mój kochany Louis. Gdy tylko zaparkował pojazd, podszedł pod same drzwi urzędu. Chciałbym zrobić mu jeszcze większą niespodziankę. Zaszedłem go po cichu od tyłu i zasłoniłem twarz dłońmi.
-Zgadnij, kto to!?- Wydarłem się na pół ulicy. Chłopak natychmiast odwrócił się do mnie twarzą. Zanim to zrobił, poczułem jak jego ręce oplatają moja talię.
-HARRY! Jak ty się tu znalazłeś? I skąd wiedziałeś, że będę właśnie tutaj, a nie w domu?
-Lou, widzisz, użyłem pewnego podstępu… Ten facet, który był dziś u ciebie w domu i wręczył ci ten list, to tak na prawdę mój dawny przyjaciel z miasta. Nazywa się Josh, znamy się od małego. Mam dla ciebie niespodziankę. Lepiej zadzwoń do mamy i powiedz jej, że dziś nie wracasz na noc do domu, w końcu jest ostatni dzień tego roku! –Staliśmy jeszcze przez chwilę przytuleni. Wydaje mi się, że Louisowi brakowało mnie tak samo jak mi jego przez ten cały czas. Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w stronę, z której dobiegała głośna muzyka. To właśnie w tym hotelu mam zamiar spędzić tą cudowną noc z moim chłopakiem, którego bardzo kocham. Louś chciał coś powiedzieć, ale zatkałem mu usta pocałunkiem. To powinno go uciszyć i pozbawić chęci zadawania jakichkolwiek pytań, z reszta sam zaraz wszystko mu wyjaśnię.
-Kochanie, to tutaj właśnie chciałem cię zabrać, odbędzie się impreza, która pożegna stary i powita nowy rok. Szukałem dość długo dobrego miejsca, gdzie jest zapewniony także nocleg. Mam nadzieje, że będziemy się świetnie bawić. Impreza zaczyna się za pół godziny, do tego czasu mamy chwilę, aby sprawdzić pokój. Idziemy?
- Ja nie wiem, co powiedzieć, dziękuję. Jasne, że idę… Z tobą zawsze.
-Weszliśmy przez hol, jednego z najbardziej ekskluzywnych hoteli w całym mieście. Wszędzie było pełno obrazów, jakiś niezbyt znanych artystów. Louis trzymał mnie za rękę, co wywołało skrzywienie na twarzach kilku ludzi. Nie obchodzi mnie to dziś, nie mam zamiaru niszczyć sobie tej nocy z powodu jakiś docinek. Portierka kazała nam iść na trzecie piętro po schodach, tam właśnie znajduje się nasz pokój o numerze 69. Od razu się tam udaliśmy. Gdy tylko uchyliłem drzwi, ujrzeliśmy wielkie dwuosobowe łoże, które stało na czerwono-złotym dywanie. Wokół roznosił się zapach świeżej pościeli, na małej szafeczce, znajdował się mały zegar, który wybijał za pięć dwudziestą, a to oznacza, że mamy jakieś nie całe pięć minut do rozpoczęcia imprezy.
-Kto pierwszy na dole ten zajmuje większą część łóżka? – Powiedziałem, nie czekając na odpowiedź, zacząłem biec po spiralnych schodach na sam dół, gdzie znajdowała się sala, z której można było wyjść na taras, aby obserwować sztuczne ognie. Zaczęła lecieć muzyka, wszyscy dali się ponieść zabawie. Nawet ja zgubiłem gdzieś na chwilkę Lou. Zbliżała się północ, wszyscy wyszli na dwór. Kelner roznosił kieliszki z szampanem, wziąłem jeden i zacząłem szukać mojego chłopaka …


                                                                              *LOUIS
Stoję pośród  zgrai osób na pól nieprzytomnych od nadmiaru alkoholu. Sam dużo nie wypiłem, nie chcę jutro się obudzić i nic nie pamiętać.
 ·Ludzie zaczęli odliczać .
10….9…8…7….
A ja dalej nie mogłem znaleźć mojego Hazzy. Zacząłem się rozglądać na wszystkie strony  .
6….. 5……. 4….. 3……
Przy ostatnich ostatnich dwóch cyfrach, zostałem mocno szarpnięty do tyłu i poczułem jak czyjeś ciepłe usta o posmaku szampana wtapiają się w moje. Zdążyłem zobaczyć tylko kilka ciemnych loków, zamknąłem oczy i dałem się ponieś chwili. Wszyscy zaczęli krzyczeć. Niebo zapełniło się od tysiąca małych, kolorowo migających światełek, nad nami zostały wystrzelone szampany, a krople spadały na włosy. To jest zdecydowanie najlepiej skończony jak i rozpoczęty rok w moim życiu. Trwaliśmy tak jeszcze przez parę minut, namiętnie całując się na środku wielkiego tarasu. Podnieśliśmy głowy w górę, aby pooglądać, choć przez chwile, sztuczne ognie. Po całym tym zamieszaniu, wszyscy zaczęli wchodzić z powrotem do budynku. Jest dość chłodna noc, a co za tym idzie mróz i śnieg, dają się we znaki. Muzyka znów wypełniła całą sale. Zauważyłem jak Harry odchodzi w stronę holu. Pociągnął mnie za sobą, minęliśmy kilka par, zanim znaleźliśmy się na naszym korytarzu … Czuję, że ta noc tak szybko się nie skończy...



Proszę bardzo, rozdział 17 skończony. Byłby wczoraj, ale zepsuła mi się klawiatura w laptopie i muszę pisać na jakiejś przedwojennej niestety. W ogóle to nie wiem czy komukolwiek podoba się moje opowiadanie. Codziennie widzę jak przybywa odsłonięć strony, w głosowaniu pojawiają się nowe osoby, a komentarzy jak nie było tak nie ma. Bardzo chciałbym podziękować dwóm dziewczynom za to, że zostawiają po sobie jakieś ślady Katie Wood i Chica xx.  Do napisania J
Nat :***

poniedziałek, 24 grudnia 2012

RODZIAŁ16


*ROZDZIAŁ 16


*HARRY 
Jestem już w domu, we własnym pokoju z dzieciństwa. Prawie nic się nie zmieniło oprócz pojawienia się kurzu na szafkach i zmienionej pościeli. Czekam właśnie aż moja siostra wróci do domu. Tak dawno jej nie widziałem. Swoją drogą to bardzo dziwne… Wiedziała, że przyjeżdżam, a mimo to jej nie ma. Mam nadzieję, że ma jakieś sensowne wytłumaczenie. 
•* Dziś jest wigilia. Bardzo lubię tą domowa atmosferę zwłaszcza przed samą kolacją. To zamieszanie, ludzi biegających wokół stołu i podających różne potrawy. W mojej rodzinie bardzo ważne są tradycje. Musi być dwanaście potraw, w tym trzy rodzaje zup, a podstawą jest karp. Sam nie wiem, co oni widzą w tej rybie. Osobiście nie przepadam, po prostu mi nie smakuje. Poza tym, zawsze jest jakieś przedstawienie robione przez moje młodsze kuzynostwo, związane ze świętami. Zazwyczaj jest zabawnie. Nieraz zdarzy się komuś cos zepsuć lub upuścić talarze na ziemie. Wątpię czy w tym roku będę się tak samo dobrze bawił bez Louisa…. Nie minął nawet jeden dzień a ja już tak cholernie za nim tęsknię. Wszystko mi się z nim kojarzy. Zapach ciasta karmelowo-orzechowego przypomina mi jego balsam pod prysznic. On bardzo lubi takie zapachy, słodkie z odrobiną goryczy. Zawsze rano, gdy budzę się w akademiku, czuje te jego przeklęte perfumy, normalnie nie spodobałby mi się taki zapach, ale na nim wszystko jest idealne. Wracając, przywitałem się z mamą, a zaraz po tym wyszła z moją ciocią na zakupy świąteczne. Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich ludzi, którzy lecą na te wszystkie wyprzedaże sklepowe, wiadomo, że to wszystko jest tylko zwykły marketing a ludzie dają się nabrać na wszelakie przeceny typu -70% . Było by nawet miło gdyby ta rzecz nie kosztowała mniej przed przeceną. W ogóle bardzo nie lubię, gdy ktoś kimś rządzi lub na coś nabiera, okłamuje. To tak, jakby nie szanował tego kogoś i samego siebie. Ostatnio miałem taką sytuację. Jechałem metrem. Pewien starszy mężczyzna wsiadł do przedziału z małą dziewczynka, bodajże była to jego córeczka. Mała była naprawdę przeurocza, uśmiechała się do mnie i machała swoja malutką rączką. Sam skasowałem swoja kartę i usiadłem na siedzeniu. Około trzeciej stacji pojawiła się kontrola. Przeszli koło mnie sprawdzili i wszystko było w porządku, następnie zatrzymali się koło owego faceta. Wtedy zaczęła się kłótnia. „Kanar” grzecznie poprosił o okazanie ważnej karty, na co ten drugi od razu zaczął na niego krzyczeć, że dopiero wszedł i nawet nie zdążył sobie usiąść a on już od niego żąda kart. Naprawdę nie wiem, po co się tak wydarł. Mała zaczął płakać, wszyscy ludzie patrzyli się na nich. W ostatniej chwili, gdy stanęliśmy na stacji, w której miałem właśnie wysiadać, mężczyzna pchnął sprawdzającego tak, że ten głową uderzył o kant siedzenia. Prawdopodobnie złamał mu kręgosłup i spowodował uszkodzenie mózgu, a chodziło tylko o głupie 50 dolarów. Nawet ja mógłbym za niego zapłacić gdybym wiedział, że cos takiego się stanie. Najbardziej żal mi tej dziewczynki miała może z pięć lat a widziała coś takiego. Żadne dziecko nie powinno widzieć krwi, a tym bardziej, jeśli spowodował ja jej ojciec. Właśnie dlatego nienawidzę kłamstwa, rani i jest naprawdę nieprzyjemne, gdy dowiadujemy się prawdy. Już wole szczery ból, niż udawane szczęście .
* Właśnie usłyszałem przekręcanie klucza w zamku. Czyżby to moja ukochana siostra uraczyła mnie swoja obecnością? Zejdę na dół to sprawdzić. Już na pół piętrze potrafię rozpoznać te jej chude nogi. 
–SIOSTRZYCZKO! Jestem, cieszysz się? No mój powrót do domu? 
- HARRY! Ty potworze, nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłeś! Jasne, cieszę się, że znowu mam cię w domu. Musisz mi dużo poopowiadać jak tam na tych twoich studiach. Poznałeś tam kogoś fajnego? Jakąś dziewczynę, a może chłopaka? Przede mną niczego nie ukryjesz, dobrze o tym wiesz .
-No tak zapomniałem, przed panią, prokurator nic się nie da uchować. Ale opowiem ci wszystko później, jak będziemy mieć więcej czasu. Teraz chodź do kuchni, przygotujemy stół. Zaraz zaczną się zjeżdżać wszyscy krewni. Nie chcę tego zostawić na sam koniec, a mama sama nie będzie tego robić . 
-No to ruszaj, zaraz do ciebie dołączę tylko się przebiorę .-Bardzo kocham moją siostrę, za wszystko. Wiadomo czasami się kłócimy jak to każde rodzeństwo, ale wiem, że mogę jej ufać .
*OKOŁO GODZINY 20 WSZYSCY GOŚCIE JUŻ PRZYBYLI , STÓŁ ZASTAWIONY * 
Usiadłem obok Demi, mojej młodszej kuzynki . Ma szesnaście lat . Z całego kuzynostwa, ją lubię najbardziej. Możemy porozmawiać na wiele ciekawych tematów. Jest bardzo inteligentną osobą . Chodzi do szkoły w Irlandii, tam skąd pochodzi Niall . Mieszkali bardzo blisko siebie, a mimo to nigdy się nie poznali . No cóż, pewnie będzie miała na to jeszcze okazję .Zaczęliśmy modlitwę, którą co roku prowadzi dziadek, jako najstarszy w całej rodzinie. Po kolacji przyszedł czas na otworzenie prezentów. W tym roku jakoś nie mam zapału na szukanie swojego, może to dla tego, że wiem, iż nie ma tam tego jedynego, najważniejszego, od Lou . Pewnie tak, jak co roku dostanę skarpetki i tandetny sweter, w którym nie będę mógł nigdzie się pokazać . Dołączy do mojej kolekcji na półce. Wszystkie maluchy jak zwykle zaczęły szarpać opakowania i wydostawać swoje upominki. Radość na widok nowej lalki lub toru dla wyścigówek jest naprawdę ogromna. Chciałbym wrócić do tych czasów, gdzie cieszyły mnie naprawdę małe rzeczy.
Umówiłem się z Lousiem o równej pół nocy na Skypie. To będzie dla mnie najlepszy prezent . Na pewno od razu poprawi mi się humor .

*LOUIS 
Siedzę właśnie na końcu podłużnego stołu, na którym znajduje się mnóstwo jedzenia. Cała rodzina w tym roku przyjechała właśnie do nas. Ja, z mamą i siostrami mieliśmy pełne ręce roboty. Dziewczyny piekły ciasta, mama barszcz, a mi zostało przyrządzenie ryby dla wszystkich . Jak ja nie lubię się w tym ,,babrać”. Zapach na dłoniach zostanie jeszcze pewnie przez dwa dni . Obok mnie usiadła Lottie, zaraz potem Darcy, a naprzeciwko niej druga bliźniaczka. Za nimi usiadła nasza ciotka z Północnej Ameryki, zawsze przywozi nam najlepsze prezenty . Nie wiem czy w te święta dostane to, co chcę, a wręcz jestem prawie pewny, że to się nie stanie . Niemożliwe jest to, żeby Harry przyjechał do mnie i żebym to z nim je spędził święta, a przynajmniej Sylwestra. Pewnie jak zwykle będę musiał być cicho, od 21 bo moje młodsze siostry nie wytrzymają dłużej i zasną . W sumie nie przeszkadza mi to. Bardzo je kocham. Zawsze bawimy się w chowanego, malujemy twarze i przebieramy w różne dziwne stroje w tą noc . Dziewczynki bardzo się za mną stęskniły. Od samego początku, kiedy przyjechałem, chodzą za mną i wypytują o różne szczegóły z tego, co robię na studiach . Jak na swój wiek są bardzo mądre. Nieraz, gdy próbuję się gdzieś przed nimi schować, znajdują mnie niemalże od razu, a gdy ja ich szukam, zajmuje mi to dobrą chwilę . 
Kolację zaczęliśmy tradycyjnie od modlitwy i złożenia sobie życzeń, później zaczął się chaos . Wszyscy zabrali się za jedzenie . Jeden brał to, drugi tamto . Cud, że niczego nie rozwalili po drodze. Nie mam jakoś apetytu , w ogóle źle się czuję od samego początku jak przyjechałem . Po skończonej kolacji przyszedł czas na prezenty . Dziewczynki dostały jakieś nowe lalki, Lottie płytę jej ulubionego zespołu, a ja wielki, niebiesko-brązowy sweter . Co roku dostaję cos podobnego, więc nie jestem rozczarowany. Nawet nie wiem, co bym chciał dostać gdyby ktoś mnie spytał. Wszystkie rzeczy, którymi się interesuję są raczej drogie, więc nie chciałbym, aby moja mama wydawała na mnie dużo pieniędzy. Wystarczająco ma wydatków przy tej czwórce potworów. Siedzieliśmy wszyscy jeszcze jakieś dwie godziny. Maluchy poszły się położyć jakieś dwadzieścia minut przed odjazdem ostatniej ciotki. Rozmawialiśmy na wiele tematów. Ni raz było wspomniane o mojej szkole i studiach . O tym, kogo poznałem i jak się na nich czuje . Padło także pytanie czy znalazłem sobie dziewczynę , no i tu zrobiło się troszkę niezręcznie . Mam nadzieję , ze nikt nie zauważył tych lekkich rumieńców. Zawsze, gdy padają podobne pytania cały się czerwienie. Nie lubię okłamywać bliskich mi osób, ale nie mogę im powiedzieć, że owszem znalazłem sobie kogoś, niestety tym kimś nie jest dziewczyna tylko chłopak , i to jaki! Jest boski, najlepsza rzecz, jaka mogła mi się w życiu przytrafić. Odpowiedziałem tylko cicho ,,może” i poszedłem do swojego starego pokoju . Nic się tu nie zmieniło, dalej te same obrazki na ścianach, ta sama pościel, tyle tylko, że uprana . Dawne meble i stary już niedziałający telewizor. Zawszę przesiadywałem w koncie i próbowałem na pisać jakąś piosenkę. Zawsze kończyło się na podartej kartce i rzuceniu wszystkiego na ziemię. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze dziś porozmawiać z Harrym. Umówiliśmy się na Skypie za godzinę. Już czekam …

* NIALL
Mama zawołała mnie i Zayna na dół. Wszystko już gotowe, stół zastawiony. Brakuje tylko nas. Właśnie wychodziliśmy z pokoju, gdy nagle Zayn krzyknął:
-Niall patrz, to pierwsza gwiazda!
-Zawsze to powtarzasz, co roku, gdy idziemy na dół przed kolacją .
-Wiem, ale w tym roku jest to bardziej wyjątkowe, bo mam ciebie .-Przystanąłem na chwilkę, dobrze usłyszałem , on naprawdę to powiedział. Nie przywykłem jeszcze do tego. Zawsze wstydzi się mówić takie słowaw w dodatku tu każdy mógł to usłyszeć . Widocznie naprawdę już się nie boi i chce powiedzieć rodzicom prawdę. Pocałowaliśmy się jeszcze szybko i od razu zasiedliśmy do stołu . Ile na nim jest jedzeni , istny raj. Właśnie za to uwielbiam Boże Narodzenie . Zawsze jest tyle dobrych rzeczy na stole. W akademiku nie mam jak się dobrze najeść. Tak, co chwilę podają to samo, jakby tak trudno było urozmaicić jadłospis, chociaż o te pięć potraw. Podczas tego półrocza, schudłem jakieś dziesięć kilo. Ogólnie jestem dość szczupły, mimo mojego zamiłowania do jedzenia, ale teraz zaczęły wystawać mi kości. Mama na szczęście jeszcze tego nie zauważyła . Zayn od jakiś dwóch miesięcy mi to wypomina , martwi się, że popadłem w jakąś anoreksje czy bulimię. Śmieszny jest, gdy mi to mówi. Widzi ile jem, a mimo to nadal gada takie głupoty. Po prostu nie za bardzo smakują mi obiady u nas w szkole i często chodzę głodny. Gdyby nie nasze wyprawy do knajp, prawie nic bym nie jadł . 
Po kolacji przyszedł czas na prezenty. Mój dla Zayna jest na samym końcu , pod największą gałęzią. Mam nadzieję, że się ucieszy. Naprawdę bardzo długo szukałem idealnego prezentu , wydałem na niego kupę kasy. Widzę dwa pudełka zapakowane w czerwono-zielony papier z napisem Niall. Zawsze dostaję jeden. Widać w tym roku się postarali. Wziąłem pierwszy z brzegu, jak zwykle same wełniane skarpety i kawałek czekolady. W drugiej już wyczuwam coś więcej. Trochę cięższa jest, muszę pozbyć się tylko tego przeklętego papieru i dowiem się, co dostałem . Na karteczce jest napisane ,, dla najlepszej osoby na świecie –Nialla” już wiedziałem , że to od Zayna. Została mi ostatnia taśma i dowiem się, co mi kupił . Odrzuciłem papier na ziemię, a w moich rękach został wzmacniacz do gitary elektrycznej. On wie jak bardzo lubię grać na gitarze, a o elektryku marzę od bardzo dawna . Na dnie jest jeszcze kupon na wybór dowolnego instrumentu . Zdecydowanie to najlepszy prezent, jaki dostałem od bardzo dawna . 
* NA GÓRZE W POKOJU NIALLA*
- Dziękuję! Zayn to ty mi go kupiłeś prawda? 
-Tak , dla ciebie wszystko .
-Musiał być bardzo drogi , nie wiem jak ci dziękować. Skąd wiedziałeś, że chcę właśnie wzmacniacz ?
-Nie było trudno się domyślić, cały czas mówisz o tym jak to by fajnie było mieć elektryka, a ja lubię cię uszczęśliwiać .
-Dziękuję , Kocham cię – Położyliśmy się razem na moim łóżku i tak spaliśmy wtuleni w siebie do rana .

Na początek chciałabym życzyć wam zdrowych i wesołych świąt . Aby wasze marzenia się spełniły i zawsze bylibyście uśmiechnięci . Także szczęśliwego nowego roku , wytrwałości w pracy czy nauce, jaką teraz mamy . Ten rozdział chciałam napisać właśnie z wątkiem o kolacji wigilijnej i zwyczajach . Nie wiem czy mi wyszło to już sami ocenicie . Naprawdę chciałabym podziękować za te wszystkie wejścia na bloga , to dla mnie bardzo wiele znaczy . Następny rozdział pojawi się pewnie jeszcze w tym tygodniu . Mam zamiar skończyć t opowiadanie najpóźniej pod koniec ferii jak już o tym pisałam . 
Jeszcze raz wszystkiego naj naj i do napisania Nat :***


Poprawione przez @WiolettaBalicka
Dziękuję